Nie ma rzeczy niemożliwych


Adrenalina, to właśnie ona zadecydowała, że Arnold Zdebiak zamienił lekkoatletykę na bobsleje. W niecałe osiem miesięcy został olimpijczykiem sportów zimowych, a sportową karierę zaczynał jako piłkarz. Przedstawiamy kolejnego zawodnika platformy Nasimistrzowie.pl.

Nie ma rzeczy niemożliwych

Źródło: nasimistrzowie.pl

Arnold Zdebiak to wyjątkowo utalentowany student. Jako mały chłopak biegał za piłką, jak większość osób w jego wieku. Jednak później postawił na lekkoatletykę, a dokładnie na sprinty. Był specjalistą od krótkich dystansów. Zdobywał medale mistrzostw Polski. Ostatni podczas krajowego czempionatu w lutym 2017 roku w Toruniu wraz z drużyną wywalczył złoty medal w sztafecie 4x200 metrów. Niestety jego wyniki, choć bardzo dobre w kraju, nie były wystarczające, by rywalizować na arenie międzynarodowej.

Cztery miesiące po mistrzostwach sytuacja sportowa zawodnika reprezentującego obecnie klub KŚ AZS Lublin zmieniła się o 180 stopni. Po przeczytaniu ogłoszenia zamieszczonego na Facebooku o poszukiwaniu nowych zawodników do bobslejów, pojechał na testy organizowane przez Polski Związek Bobslei i Skeletonu do Krakowa. Uzyskał bardzo dobre wyniki, zbliżone do kadrowiczów i 10 czerwca 2017 roku oficjalnie został członkiem kadry w bobslejach. Po zmianie dyscypliny każdy ma jakieś oczekiwania i plany na przyszłość. - Z tyłu głowy był występ na igrzyskach olimpijskich, ale przede wszystkim lubię adrenalinę i chciałem spróbować czegoś, co pozwoli mi na jej zaspokojenie, a więc padł wybór na bobsleje. Dlaczego? Bo to dyscyplina, gdzie mogłem wykorzystać wszystko co dała mi lekkoatletyka – mówił kadrowicz, który dzięki ogłoszeniu został zawodowym bobsleistą. 

Arnold Zdebiak nie jest jedynym lekkoatletą, który stał się bobsleistą. - Przygotowanie fizyczne to podstawa, gdyby nie lekkoatletyka nie byłbym w tym miejscu, gdzie jestem teraz. Lekkoatletyka dała całą bazę, którą mogę teraz wykorzystać w bobslejach. Najlepsi bobsleiści wywodzą się z lekkiej atletyki. Jednym z podstawowych czynników fizycznych, który wpływa na bycie bobsleistom jest szybkość i siła, którą zdobyć można poprzez treningi motoryczne w lekkiej atletyce – tłumaczy Arnold Zdebiak. 

W biało-czerwonej kadrze nie tylko Zdebiak wcześniej trenował inną dyscyplinę. Krzysztof Tylkowski również był lekkoatletą specjalizującym się w biegach na 400 metrów, a Łukasz Miedzik był sprinterem. W świecie przypadków przechodzenia do bobslei też jest wiele. Amerykanka LoLo Jones była dwukrotną złota medalistką w biegu na 60 metrów przez płotki na halowych mistrzostwach świata, a następnie stała na najwyższym stopniu podium wraz z drużyną mieszaną na mistrzostwach świata w bobslejach. Jednak świat najbardziej zapamięta dwie bobslejowe historie. Pierwsza z nich wydarzyła się w na igrzyskach w 1988 roku, kiedy po raz pierwszy na tak ważnej zimowej imprezie wystąpiła egzotyczna drużyna z Jamajki. Bobsleiści z tego kraju najpierw wywalczyli kwalifikację olimpijską, a następnie zostali bohaterami tych igrzysk. Podobna historia wydarzyła się w Korei w 2018 roku, kiedy zimowych igrzyskach debiutowała reprezentacji Nigerii. Damski skład startował w bobslejach i skeletonie, dwa razy plasując się na 20. pozycji. Zarówno zawodnicy z Jamajki, jak i zawodniczki z Nigerii przed zmianą dyscypliny trenowali lekkoatletykę. 
 

Zimowa Formuła 1


Bobsleje są w programie zimowych igrzysk olimpijskich od początku, czyli od roku 1924. Polscy zawodnicy startowali na igrzyskach osiem razy, choć od 1970 roku nie ma w kraju nawet toru. Dla Biało-czerwonej reprezentacji bazą przygotowawczą jest obiekt na Łotwie w Siguldzie. Tam się szkolą, by w jak najszybszym czasie pokonać tor o długości od 1500 do 2000 metrów i ze średnią prędkością 130 km/h zrobić jak najmniej błędów na zakrętach. Zawody wygrywa zespół, który łącznie ma najkrótszy czas wszystkich przejazdów. W zależności od rangi zawodów różni się ilość przejazdów, w Pucharze Świata są dwa, a na igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach świata cztery. Jednak ostatni czwarty przejazd wykonują tylko zawodnicy zajmujący miejsca w czołowej dwudziestce po pierwszych trzech rundach. 

Zawodnicy startują w dwójkach lub czwórkach i każdy zawodnik ma swoją rolę. Pilot kieruje bobslejem, za nim jest dwóch rozpychających, którzy na rozbiegu rozpędzają boba, a na końcu do pojazdu wskakuje hamulcowy, czyli brakeman. Arnold Zdebiak pełni funkcję rozpychającego. 

Bobsleje nazywane są zimową Formułą 1 ze względu na przeciążenia i prędkości jakie panują podczas przejazdu. Bobslej ważący razem z czterema zawodnikami prawie 630 kg osiąga czasami nawet 150 km/h, a przeciążenia można porównać z tymi jakie odczuwa kierowca bolidu, czy nawet myśliwca F16. Zawodnicy mają na sobie tylko lekki strój, kask i rękawiczki. Pieniądze i wyścig technologiczny też mają ogromne znaczenie w bobslejach, bardzo dobry pojazd kosztuje w granicach 100-120 tysięcy euro. 

Z tego też względu jest to sport dla osób, nie tylko lubiących adrenalinę, ale i bardzo odpowiedzialnych. Jeden zły ruch pilota, który kieruje za pomocą specjalnych linek i może dojść do tragedii. Dlatego też wiek juniora w tej dyscyplinie jest do 26 roku życia. 

 - Jest to sport, za którym idzie duża odpowiedzialność. Jeżdżąc z prędkością powyżej 110 km/h, a nawet koło 150 km/h może wszystko się wydarzyć i osoba pilotująca musi mieć tego świadomość, jak i rozpychający. Można to porównać do zdawania na prawo jazdy, gdyż dopiero w wieku 18 lat można podejść do egzaminu. Wtedy taka osoba jest odpowiedzialna do wykonywania tego zadania oraz zawodnicy przychodzą do bobslei z innych dyscyplin, np. z lekkiej atletyki. Rzadko kiedy zawodnik od młodego jest trenowany specjalnie pod bobsleje – mówi polski olimpijczyk. 
 

Jak spełnia się marzenia


Arnold Zdebiak 10 czerwca 2017 roku został członkiem kadry narodowej, w listopadzie zadebiutował najpierw w zawodach Pucharu Europy (Lillehamer i 21. miejsce), a następnie w Pucharze Świata (Altenberg i 18. lokata). Wraz z drużyną w czterech startach wywalczył kwalifikację olimpijską, złożył ślubowanie i w lutym 2018 roku był już w Korei w Pjongczangu na zimowych igrzyskach olimpijskich. Początkowo był rezerwowym, ale jak się okazało, że na igrzyska jadą obie osady, czyli czwórka i dwójka, zawodnik z Żar był pewny startu. 

W Korei spełniło się marzenie Arnolda Zdebiaka, a polska drużyna osiągnęła historyczny wynik. Przed zawodami sportowcy liczyli na miejsce w czołowej dwudziestce, ostatecznie po czterech przejazdach byli 13. Tym samym wywalczyli najlepsze miejsce w historii. Warto zauważyć, że w tamtym sezonie w Pucharze Świata najlepszy rezultat jaki osiągnęła biało-czerwona drużyna to było 18. miejsce, więc sukces jest jeszcze większy. 

- Wyjazd na igrzyska olimpijskie i reprezentowanie naszego kraju to spełnienie marzeń. Niestety w lekkiej atletyce byłoby to nie możliwe, gdyż występowałem w finałach mistrzostw Polski, ale mój najlepszy wynik nie pozwoliłby mi rywalizować na arenach międzynarodowych – mówi Arnold Zdebiak, który po niecałych ośmiu miesiącach treningów pojechał na igrzyska. - Do dzisiaj jest mi trudno w to uwierzyć, dlatego teraz pracuję, jeszcze ciężej, żeby być lepszym i walczyć o jak najwyższe miejsca podczas następnych igrzysk olimpijskich w Pekinie – mówi zawodnik dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. 

Po igrzyskach przyszła pora na okres przygotowawczy. Od maja do listopada kadra pracuje przede wszystkim nad szybkością, siłą i techniką. Na stadionach lekkoatletycznych wykonują imitacje pierwszych 50 metrów toru. To wtedy trzeba odpowiednio rozpędzić bobsleja, dlatego też sprinterzy wykorzystują tutaj swoje możliwości, które do tej pory trenowali na bieżni. Do końca sierpnia trenują na ścieżkach tartanowych, a od października już na lodzie. Później dochodzą obozy przygotowawcze już na całych torach, najczęściej na Łotwie.

Sezon bobslejowy 2018/2019 już się zakończył. Obecnie w Whistler do 10 marca na obiekcie olimpijskim trwają jeszcze mistrzostwa świata, ale polska czwórka nie bierze już w nich udziału. Sportowiec z klubu KŚ AZS Lublin był jednak w Kanadzie jako rezerwowy zawodnik w bobslejowej dwójce, w której ostatecznie Mateusz Luty i Krzysztof Tylkowski zajęli 14. miejsce. 
Oprócz przygotowania fizycznego, tak jak w każdym sporcie, tak też w bobslejach bardzo ważna jest również strefa mentalna. – Po rozepchaniu bobsleja jedzie się rynną lodową z prędkością dochodząca do 150 km/h i to wszystko bez pasów bezpieczeństwa, także na pewno nie można się bać. Dla mnie jednak zawody lekkoatletyczne na szczeblu krajowym były bardziej stresujące niż start na igrzyskach olimpijskich w bobslejach. Wydaje mi się, że bobsleje są stworzone dla mnie i życzę każdemu sportowcowi, żeby znalazł taką dyscyplinę, która go nie będzie paraliżowała przez ten zły stres – mówi polski sportowiec i dodaje, że muzyka bardzo pomaga w dobrym podejściu do zawodów, specjalna playlista gwarantuje start na 100%. 

Arnold Zdebiak cały sezon był rezerwowym w dwójce, a w czwórce startował już jako podstawowy zawodnik. Łącznie wystąpił w dziewięciu zawodach, trzech w ramach Pucharu Europy i czterech Pucharu Świata. Obie rangi zawodów różnią się przede wszystkim poziomem i sposobem organizacji. Puchar Europy jest przeznaczony dla ekip, które są początkujące, chcą zdobyć dodatkowe punkty lub testują nowe maszyny. W Pucharze Świata walka jest na najwyższym poziomie i każdy start jest zaplanowany co do minuty.

- W tym sezonie najważniejsze były dla mnie mistrzostwa Europy juniorów, gdzie zajęliśmy 7. miejsce oraz mistrzostwa Europy seniorów - 13 miejsce. – powiedział polski olimpijczyk. - Zaliczam ten sezon do udanych w mojej karierze sportowej. Zdobyłem bezcenne doświadczenie, które jest bardzo potrzebne w uprawianej przez mnie dyscyplinie – mówi Zdebiak. Przygotowania do następnej zimy ruszają już na początku kwietnia, czyli po mistrzostwach świata zawodnicy będą mieli tylko dwa tygodnie wolnego. 

Po dobrym starcie w igrzyskach niestety nic się nie zmieniło kwestii sponsoringu, jednak od tego sezonu każde zawody z cyklu Pucharu Świata były transmitowane w telewizji. Dzięki temu sportowcy mogą dotrzeć do większej ilości osób i są atrakcyjniejsi dla firm, które chcą rozpocząć z nimi współpracę. – Mamy miejsca na reklamę na naszych kurtkach, kaskach, strojach startowych czy też bobsleju. Po skokach narciarskich na igrzyskach olimpijskich w Pjongczang polskie bobsleje były najliczniej oglądaną konkurencją w polskich domach – mówi Arnold Zdebiak.

Piłka nożna, lekkoatletyka i bobsleje. Pozostaje zatem pytanie czy jest to już ostateczny wybór 25-letniego sportowca? - Bobsleje to już ostateczny wybór, realizuje się w nich w 100%. Radzę każdemu zawodnikowi spróbować wszystkiego i nie bać się podejmowanie decyzji. W moim przypadku zmiana dyscypliny przyniosła spełnienie marzeń. Czasem piłkarz może zostać dobrym biegaczem, skoczek wzwyż dobrym siatkarzem, a np. sprinter może wsiąść do bobsleja. 

Z Arnoldem Zdebiakiem można już teraz nawiązać współpracę i wesprzeć jego marzenia o doskonaleniu się w tej dyscyplinie i co najważniejsze w drodze po jeszcze lepszy wynik na kolejnych igrzyskach olimpijskich.


Źródło: informacja własna
 
Tagi: ArnoldZdebiak sportowiec bobsleje sportyzimowe ŁączymyBiznesZeSportem RazemDoCelu igrzyska 

Zobacz także


Z ostatniej chwili

Partnerzy

Pentagon Research
Format Deweloper