Lekkoatletyczni mistrzowie


17. Lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata rozgrywane w Dosze dobiegły końca. Dobiegły to dobre słowo, bo w niedzielny wieczór brąz na 1500 metrów wybiegał Marcin Lewandowski, a srebro w sztafecie wywalczyły ,,Aniołki Matusińskiego''. Łącznie reprezentacja Polski wraca z Kataru z sześcioma medalami. 

Lekkoatletyczni mistrzowie

Źródło: https://www.facebook.com/lewandowskiteam/


Mistrzostwa świata w lekkiej atletyce rozpoczęły się w stolicy Kataru 27 września, a pierwszy medal już dzień później dla Polski zdobyła Joanna Fiodorow w rzucie młotem. Brązowa medalistka mistrzostw Europy z Berlina z zeszłego roku pod nieobecność czterokrotnej mistrzyni świata Anity Włodarczyk, była stawiana jako jedna z faworytek do medalu obok Malwiny Kopron, która jednak nie przeszła kwalifikacji. Joanna Fiodorow swoje zadanie wykonała najlepiej jak mogła i już w pierwszej próbie konkursowej posłała młot na 76,35 m i pobiła swój rekord życiowy. Ten wynik zapewnił jej srebrny medal i największy jak dotychczas sukces w karierze. W konkursie zwyciężyła Amerykanka i liderka list światowych w tym sezonie, DeAnna Price z wynikiem77,54 m, a trzecia była Chinka Zheng Wang – 74,76 m.

Drugi medal wywalczył Piotr Lisek w skoku o tyczce. Srebrny medalista mistrzostw świata z 2017 roku wraz z Amerykaninem Samem Kendricksem i 19-latkiem ze Szwecji Armandem Duplantisem stworzyli bardzo widowiskowy konkurs. Ostatecznie zwyciężył Amerykanin (5,97 m), który tym samym obronił tytuł sprzed dwóch lat, drugi był młody sportowiec ze Skandynawii, który po tytule mistrza Europy dołożył do swojego dorobku tytuł wicemistrza świata (5,97 m), a trzecie miejsce wywalczył Piotr Lisek (5,87 m). Wymieniona trójka od początku wyznaczyła poziom tej konkurencji i odskoczyła od innych zawodników, a na koniec medaliści wspólnie wykonali salto w tył. Tyczkarze to wyjątkowa grupa sportowców i jak sami podkreślają w wywiadach, każdy trzyma kciuki za rywala, by pokonał poprzeczkę zawieszoną coraz wyżej, co tworzy klimat tej lekkoatletycznej dyscypliny. Niestety w eliminacjach do konkursu głównego odpadł Paweł Wojciechowski, mistrz świata z 2011 roku. 

Kolejne dwa medale to zasługa polskich młociarzy. Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki stanęli na podium światowego czempionatu. Dla Pawła Fajdka był to czwarty z rzędu złoty medal mistrzostw świata. Podopieczny Czesława Cybulskiego zwyciężył rzutem na odległość 80,50 m uzyskanym w czwartej próbie. Drugi zawodnik konkursu Francuz Quentin Bigot osiągnął 78,19 m, a trzeci Węgier Bence Halasza 78,18. Jak się okazało po zmaganiach na trzecie miejsce awansował Wojciech Nowicki. Protest złożył dyrektor sportowy Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Krzysztof Kęcki i wiceprezes Tomasz Majewski. W wątpliwość do jury poddali trzeci i najdalszy rzut Węgra, który przy tej próbie wypadł z koła. Sędziowie uznali odwołanie i tym samym na podium stanęło dwóch reprezentantów Biało-czerwonych. Paweł Fajdek od początku cieszył się ze swojego wyniku i historycznego triumfu, zapowiadając tym samym walkę o medal na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio. W odmiennym nastroju był Wojciech Nowicki, podopieczny Malwiny Wojtulewicz ostatecznie stanął na podium, ale jak sam mówił konkurs zawalił. Fizycznie był przygotowany bardzo dobrze, nie zgrała się technika i trzecie miejsce nie jest satysfakcjonujące dla zawodnika, który do Kataru przyjechał z najlepszym wynikiem w sezonie. Ostatecznie należy się cieszyć, że dwóch Polaków stanęło na podium i po raz kolejny udowodnili, że konkursy rzutu młotem są specjalnością sportowców znad Wisły, a należy pamiętać, że w Dosze nie startowała Anita Włodarczyk, która w lipcu przeszła zabieg artroskopii kolana i obecnie przechodzi rehabilitację. 

Ostatni, dziesiąty dzień mistrzostw ponownie przyniósł dwa medale, tym razem w konkurencjach na bieżni. Po wspaniałym biegu, który był rozgrywany w bardzo szybkim tempie brązowy medal wywalczył Marcin Lewandowski. Polak wbiegł na metę z czasem 3:31.46 i ponownie w tym sezonie pobij już swój rekord Polski. Zwyciężył Kenijczyk Timothy Cheruiyot (3:29.26), który od początku przewodził w tym biegu, a drugi był reprezentant Algierii Taoufik Makhloufi (3:31.38). Polak, który na treningach wykonuje tytaniczną wręcz pracę, 12 lat czekał na ten medal, był w sześciu finałach mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich, nie poddał się, zmienił dystans w jakim startuje z 800 na 1500 metrów i na rok przed najważniejszą imprezą czterolecia stał się zawodnikiem, którego boją się inni. To Lewandowski rozdaje karty na bieżni i bardzo mądrze rozgrywa swoje biegi, jest to dobry prognostyk na przyszłość, ale jak mówią sportowcy nie należy popadać w wielki optymizm tylko dalej mądrze wykonywać swoją pracę. 

Zasłużony medal chwilę później w niedzielny wieczór wywalczyła polska sztafeta pań 4x400 metrów. Panie w składzie Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik i Justyna Święty-Ersetic bijąc o trzy sekundy 14-letni rekord Polski przekroczyły jako drugie linię mety przegrywając tylko z Amerykankami i uzyskały tytuł wicemistrzyń świata. Jest to jak do tej pory najważniejszy medal dla polskiej sztafety kobiet. Jednak zawodniczki na ceremonię medalową musiały czekać prawie dwie godziny, a krążki odbierały już przy pustych trybunach. Wszystko przez protesty ekip z Wielkiej Brytanii i Jamajki. Ostatecznie to reprezentacja z Ameryki Środkowej stanęła na najniższym stopniu podium. Swój medal już po ceremonii dostała również Anna Kiełbasińska, która była w składzie biegu eliminacyjnego. Trener Aleksander Matusiński w finale wystawił Patrycję Wyciszkiewicz, która jak podaje Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki miała czas 49,7 s, a to oznacza, że z całej sztafety pobiegła najszybciej. Dla ,,Aniołków Matusińskiego’’ jest to kolejny ważny medal na mistrzowskiej imprezie, Polki w zeszłym roku zostały mistrzyniami Europy na tym dystansie, a w niedzielnym starcie pokazały, że stać je na bardzo szybkie bieganie. 

Do historii przejdzie również finał biegu indywidualnego na 400 metrów kobiet. Po raz pierwszy w finale wystąpiła reprezentantka Polski, a dokładniej od razu dwie zawodniczki i zarazem jedyne Europejki. Iga Baumgart-Witan i Justyna Święty-Ersetic zajęły odpowiednio 7. i 8. miejsce, co jest bardzo dużym sukcesem. 

- Pierwszy historyczny finał Mistrzostw Świata 400 m kobiet. Jedyne Europejki, pierwszy raz Polki! Cudowne emocje! Mimo, że byłam tłem tego biegu to jestem z siebie mega dumna i szczęśliwa! Dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków i gratulacje! – napisała na swojej stronie na Facebooku Iga Baumgart-Witan. Warto zaznaczyć, że oprócz biegów indywidualnych i sztafet, Polki biegły jeszcze w sztafetach mieszanych. Jest to nowa konkurencja, która będzie rozgrywana na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Licząc te wszystkie biegi Justyna Świety-Ersetic miała już za sobą sześć startów w siedem dni, co jest bardzo dużym osiągnięciem. Zawodniczka z Raciborza opowiadając w wywiadach o tak dużej ilości biegów sama mówiła, że bała się finału, nie wiedziała czy da radę, ale przewaga uzyskana przez poprzednie biegaczki pozwoliła jej na wywalczenie srebra.  

Łącznie polska reprezentacja wywalczyła w Dosze sześć medali i zajęła 12. miejsce w kwalifikacji medalowej. Jak podkreślają pracownicy Polskiego Związku Lekkiej Atletyki były to udane mistrzostwa. Pozostało 10 miesięcy do najważniejszych startów, czyli igrzysk olimpijskich. Mistrzostwa świat w 2015 roku pod względem medalowym były bardzo udane (osiem miejsc na podium), a podczas igrzysk w Rio de Janerio trzech lekkoatletów było w najlepszej trójce zawodów. Świat cały czas się rozwija i żaden ze sportowców nie stoi w miejscu. W konkurencjach technicznych, a szczególnie rzucie młotem cały czas  Polacy są w czołówce. Teraz pozostaje trzymać kciuki za reprezentantów Biało-czerwonych, by przygotowania przebiegały zgodnie z planem i za niecały rok mogli się cieszyć z uzyskanych rezultatów w Japonii.  
 
Tagi: mistrzostwaświata doha2019 medale RazemDoCelu ŁączmyBiznesZeSportem współpraca 

Zobacz także


Z ostatniej chwili

Partnerzy

Pentagon Research
Format Deweloper